|
|
piątek, 14 sierpnia 2009
IRC jest piękny
Ktoś zagaduje... w dziwnym stylu: [20:40] <charls> Witam Nazywam sie Karol Debski Ktoś sobie jaja robi? Ok, zachowam powagę... [20:40] <cefo|Mav_> Witam nazywam sie Mateusz Bownik Ciekawe czego chce... [20:41] <charls> Obecnie jestem organizatorem clanGFO.pl, otoz po wywiadzie z novat1kiem zainteresowalem sie gra ql lecz do konca jej nie rozumiem. A.. cha. No dobra. [20:41] <cefo|Mav_> olol :D HE HE [20:42] <cefo|Mav_> dwa, ze Ale nie byłbym sobą, gdybym nie wtrącił jakiegoś żarciku żarciku :) [20:43] <cefo|Mav_> uczyc nie mam czasu, bo mam juz w sumie dwoch wychowankow, dziewczyne, prace, zycie, pisanie, seks, pieniadze, dziwki, narkotyki i takie tam Ale chyba tego żartu nie zrozumiał... [20:43] <charls> btw. No cóż. Nadmierne wychowanie też może kogoś zgubić.
niedziela, 09 sierpnia 2009
Firmówka
Znajomy czasami podsyła po całej firmie jakieś głupoty. Oto, co wymyślił tym razem: Gdyby alkoholu nie wyeliminowano mielibyśmy powtórkę dowcipowego eksperymentu. W tym dowcipie z baaardzo długą brodą nauczyciel biologii do probówki wsadził karalucha i nalał alkoholu, karaluch rzecz jasna zdechł. Następnie do kolejnej probówki włożył innego karalucha i wdmuchał do środka dym papierosowy, również ten karaluch padł. Wniosek wyciągnięty przez co bystrzejszych uczniów był oczywisty: Kto pije i pali ten nie ma robali!
sobota, 08 sierpnia 2009
Prawie rok minął!
Wymyślone z okazji przystąpienia do klanu.
Nazywam się Mateusz i jestem Quake'oholikiem. Moja choroba zaczęła się w wakacje 2002 czy 2003 roku, sam nie wiem, gdy spędzaliśmy ze znajomymi całe noce grając na dm17 na Sandomierskich serwerach Szatany. Początkowo coś co traktowaliśmy jak zabawę zaczęło przeistaczać się w pasję, potem już tylko w uzależnienie. Dzięki graniu sporo straciłem i moje życie jest właściwie ruiną. Mam kochającą dziewczynę, pomocną rodzinę, dobrą pracę i ciekawe studia. Co za dramat. Dodatkowo, granie spowodowało że zacząłem sporo podróżować i poznawać masę pasjonujących osób. Przyszedłem do CEFO, bo pogodziłem się z tym, że z takim nałogiem niemożliwe będzie zerwanie, więc można w sumie poszukać wsparcia w organizacjach, które chociaż odrobinę nakierują to samookaleczanie się na odpowiednie tory i wykorzystają tę życiową tragedię dla jakichkolwiek pozytywnych celów. Będę skupiał się przede wszystkim na zawodach LAN-owych, na których razem z innymi Quake'oholikami tworzymy spontaniczne grupy wsparcia dla takich jak my.
niedziela, 17 sierpnia 2008
popularność
śpioch nie śpi, śpioch czuwa! w kinie zasypiając
niedziela, 20 lipca 2008
Telefon, czyli historia pewnej nocy.
Niniejsza historia jest oparta na faktach. I. Ta noc była bardzo zasępiona, duszna, zatęchła i zdalna, jakby wirtualnie oddalona od stanu umysłu pewnego 21-letniego studenta dumnie urodzonego w Sandomierzu. Gdy zadecydował zmierzyć się ze spartańską mitręgą podniesienia się z krzesła i udania się do łóżka, był po sporej dawce gry w Quake-a 3, a mniejsza, drobniejsza wskazówka zegara wskazywała nieco przeszło drugą nad ranem. Ale w końcu się zdecydował. Wtedy przyszedł sen. Bardzo zły, podstępny i niespokojny z początku, przerodził się jednak w słodki i spokojny. Błoga wegetacja trwała jednak niedługo. Przemocą rozbudził go dzwonek telefonu. Złowieszcze myśli zmorzyły się w jego głowie, skłębiły się w jego świadomości, przewierciły się do resztek rozsądku. Wszak wiadomo, że telefon dzwoniący o trzeciej nad ranem na ogół nie przynosi dobrych wieści. Na ekranie jego aparatu telefonicznego wyświetlił się numer przypisany kontaktowi o nazwie Darky. Historia ta stawała się coraz bardziej abstrakcyjna, oderwana, wydumana i z sekundy na sekundę coraz bardziej nielogiczna. Student zastanawiał się czy odebrać telefon i zaczął teoretyzować w jakim celu może do niego dzwonić ów osobnik. Ale z jego deliberacji nie wynikło nic oprócz tego, że menager klanu e-sportowego D-Link PGS, dzwoniący do kogoś, z kim rozmawiał kilka razy w życiu o trzeciej nad ranem to jakiś bezsens. Czas w tym momencie zwolnił. Powietrze zaczęło gęstnieć, coś zaczęło mamrotać ledwo słyszalnym szeptem do ucha chłopaka i choć nie potrafił rozróżnić słów mówiącego, wiedział, co mają mu do przekazania. Odebrał telefon. II. 20 minut później, z niedopiętą kremową koszulą i niedoprasowanymi brązowymi jeansowymi spodniami udawał się do podstawionej taksówki night-drivers i kazał się zawieźć do miejsca, w którym Darky chciał się z nim spotkać. Do miejsca zakulisowego, kuluarowego i niejawnego. Jadąc tam miał złowrogie, apokaliptyczne myśli. Otaczający go świat wydawał się go atakować. Światła kuły jego oczy, dźwięki przekłuwały jego uszy, tania skóra, z której była zrobiona tapicerka w taksówce wydawała się być bagnem, z którego nie było wyjścia. Wiedział, że zagłębia się w jądrze ciemności, a jednak był spokojny. Sam nie wiedział czy wierzyć w przeznaczenie, ale nie mógł się oprzeć wrażeniu, że już to kiedyś przeżywał. A jeśli to kiedyś przeżywał, nawet ten nieprzyjazny i gniewny świat wydawał się być co najwyżej odzwierciedleniem jego duszy i czuł się w nim jak w miejscu, które mógłby nazwać swoją małą ojczyzną. Kiedy dojechał na miejsce, powitała go znajoma dłoń. Ta drobna, łagodna, przyjemnie opalona dłoń z krótkimi paznokciami była mu doskonale znajoma. Paradoks wynikający z połączenia odrobinę dziecięcego wyglądu oraz kobiecego, zmysłowego i pełnego łabędziej gracji poruszania się owej dłoni, to była oczywiście jego kobieta. Jego ukochana. Jego skarb. Podniesienie wzroku, by zobaczyć jej twarz i przekonać się o trafności swojej percepcji, to była już tylko formalność. Powietrze naelektryzowało się. Z jednej strony serce radowało się, jaśniało, promieniowało i świętowało zawsze gdy ją widziało, czuło, albo nawet doświadczało. Z drugiej, co ona robiła z Darkym o trzeciej trzydzieści nad ranem tego piątkowego wieczoru? - Mav_, musimy ci coś powiedzieć - rozpoczął właśnie Darky. - Co się dzieje? O co chodzi? - odpowiedział student, chociaż już wtedy obawiał się najgorszego, a dalsze zwlekanie z przyjęciem do siebie prawdy, to tylko fizjologiczna reakcja jego organizmu na ból, który miał za chwilę, za minutę, za sekundę nadejść. Enzymy zaczęły wytwarzać się w jego organizmie, adrenalina owładnęła jego ciałem, źrenice miał rozszerzone jakby nieczułe na światło, które otaczało ich wszystkich, a biło z nieznajomego źródła. Ona powiedziała: Mateusz, ja gram w CS-a - i to był ich koniec. Podpisałam kontrakt z D-Link PGS - wszystkie jego domysły okazały się prawdziwe. Dobrze wiedział, że jako zatwardziały Quaker nie mógł być z kimś, kto będzie grał i jeszcze cieszył się z gry w bezsensowny produkt, kucał za skrzynkami jakby chciał się załatwić, napierdalał farciarskie heady jedząc czereśnie i, jeśli będzie w to dobry, ktoś kiedyś zrobi mu fragmovie do oklepanych kawałków Linkin Park. Jego najgorszy koszmar się spełnił. Został zdradzony. Był oszołomiony. Zdruzgotany. III. Wtedy się obudził. Cały zlany zimnym, wszechogarniającym, śmierdzącym, ale mimo wszystko dającym poczucie bezpieczeństwa potem. Ten pot to był lek kojący jego zmysły, wybawienie od najgorszego. Od razu złapał za telefon i bezwzględnie, zdecydowanie i jak najprędzej tylko umiał, wykręcił jej numer. Obudził ją, ale i tak bez skrupułów o jej ciepłym, spokojnym i kojącym śnie zapytał podniesionym głosem: - Czy u ciebie wszystko dobrze? Czy jesteś w domu i śpisz? - Tak, oczywiście. Mateusz, co się dzieje? Czy coś się stało? On jednak nic nie odpowiedział. Wiedział, że to wszystko to tylko mara, koszmar i zwidzenie senne. W końcu przeprosił ją i rozłączył się. To był tylko sen. Ona dalej go kochała i wszystko było w porządku. Dopiero wtedy zauważył, że o 3:09 nad ranem rzeczywiście miał jedno nieodebrane połączenie od Darky-ego. Epilog Darky: No hej, dzwoniłeś do mnie dzisiaj rano. Co jest?
czwartek, 29 maja 2008
odkrycie
pomidory mają szansę na bycie uznanymi za najwspanialszy wytwór ludzkości. walczą o pierwszą pozycję z truskawkami ze śmietaną
wtorek, 27 maja 2008
środa, 07 maja 2008
pregunta respuesta
Jak wywołać u kobiety orgazm? Uprawiać z nią seks, bądź też pokazać jej nowy katalog avonu.
niedziela, 04 maja 2008
rzucony/a
rozmawiają z towarzystwem: Ona: rzucił mnie w czwartek... wysłał mi sms-a, taki z niego cham i prostak!
czwartek, 01 maja 2008
|